Karuzela transferowa w piłce nożnej

Karuzela transferowa w piłce nożnej
Piłka nożna jest królową sportów, to fakt niezaprzeczalny, choć wiele osób próbuje z nim polemizować. Jednym z jej najbardziej elektryzujących elementów są okienka transferowe, w czasie których topowe kluby płacą już setki milionów kupując nowych piłkarzy. W czasie ostatniego z takich wydarzeń szerokim echem odbiła się transakcja zakupu Neymara do PSG, która opiewała podobno na 222 miliony euro. Istnieją na świecie państwa posiadające mniejsze PKB.
Karuzela transferowa to niezwykle fascynujące zjawisko, które doczekało się nawet elementów quasi kulturowych i mam tu oczywiście na myślę nieprawdopodobną otoczkę wokół angielskiego Deadline Day (najbardziej znienawidzonego dnia dla Kamila Grosickiego). Przede wszystkim wiąże się ona z ogromnymi wydatkami, ogromnymi oczekiwaniami i ma wielki wpływ na to, który z klubów będzie „hot” w nowym sezonie, czyli kto przyciągnie na stadion więcej kibiców, sprzeda więcej gadżetów i przede wszystkim zakończy sezon wyżej.
  Football Revenue

Kibice piłkarscy uwielbiają transfery i uwielbiają wcielać się w rolę menadżerów i sugerować zarządom klubów rozwiązania „idealne”. Znają Państwo te teksty „Kupcie XXX, jest wolnym zawodnikiem i więcej jak 12 000 euro miesięcznie to na pewno nie bierze!”.
Zważywszy na to, że żaden szanujący się dyrektor sportowy nie przywiązuje wagi do internetowych komentarzy, to jest to klasyczny przykład „nie znam się to się wypowiem”.

Transfery to niezwykle istotny element egzystencji klubu piłkarskiego. Mają one bezpośrednie przełożenie na wyniki sportowe i wyniki marketingowe. Jest to bowiem ogromna dźwignia dla klubowych finansów (lub ogromna dziura, to już zależy od zespołu).

Obecnie wiele klubów dokonuje transferów trzyliniowo. Pierwsza linia to wzmocnienie podstawowego składu, druga linia to uzupełnienie kadry, a trzecia linia to coś „ekstra”, czyli wzmocnienie czysto marketingowe. Nie, to nie jest złota zasada, a jedynie moja autorska refleksja, ale jeśli Państwo przeanalizują ostatnie 25 lat rynku transferowego, to taki trend ewidentnie istnieje.

Chciałbym przytoczyć 5 przykładów piłkarzy zakontraktowanych (często niejednokrotnie) tylko lub przede wszystkim ze względów marketingowych.
 
1/ Manchester United i Dong Fanzuho

„On ma potencjał aby stać się nowym Gabrielem Batistutą” - tak ocenił chińskiego napastnika legendarny sir Alex Ferguson. Rzeczywistość była jednak brutalna i sympatyczny Dong mógłbym jedynie nosić piłki za Batigolem. Rzecz jasna zdanie wypowiedziane przez szkockiego szkoleniowca miało być legitymizacją transferu czysto marketingowegdddo. Manchester United od zawsze jest klubem, który może pozyskać niemal każdego napastnika, więc ciężko wytłumaczyć transfer 19-letniego napastnika, który mógł się pochwalić 18 spotkaniami w drugiej lidze i 8 meczami w pierwszej lidze kraju zza Wielkiego Muru, inaczej niż chęcią zaistnienia na dalekowschodnim rynku. Don Fanzuho był bowiem pierwszym piłkarzem z Azji, który wystąpił w barwach Czerwonych Diabłów. Furory nie zrobił, szybko zniknął z radarów (przewijając się nawet przez warszawską Legię), ale jest jednym z symboli specyficznej polityki transferowej, sfocusowanej na wywołaniu zainteresowania na konkretnym rynku.



2/ D.C. United i Freddy Adu

Miał być nowym Pele, miał być lepszą wersją Maradony, najlepsze kluby miały się o niego zabijać. Skończyło się na milionym kontrakcie dla nastolatka, fatalnej grze m.in. w serbskiej Jagodinie i oblanych (oficjalnie) testach w Sandecji Nowy Sącz.
Freddy Adu był najbardziej nieudanym z amerykańskich „soccer experiments”, które miały za oceanem wnieść piłkę nożną na poziom NBA i NFL. Jego mama wygrała w loterii „zieloną kartę”, dzięki czemu w wieku 8 lat Freddy mógł przenieść się z Ghany do Stanów Zjednoczonych i rozpocząć swój american dream. W wieku 14 podpisał kontrakt z firmą Nike i jeszcze zanim mógł pomyśleć o profesjonalnej grze to na jego koncie już znajdowały się miliony.
Co więcej, Phil Knight, głowa amerykańskiego koncernu, stwierdził, że Adu zasłużył na większy kontrakt niż LeBron James (gwiazda NBA), gdyż bardziej przysłużył się rozwojowi sportu w Stanach. Na tej fali nikogo nie dziwiło, że Freddy Adu został wybrany z numerem 1 w drafcie stając się piłkarzem D.C. United i najmłodszym profesjonalnym piłkarzem w historii.
Niestety przejście ze świata juniorów do świata seniorów okazało się dla Adu zbyt trudne. Jego kariera w kilka lat po prostu skończyła się i ex Wonder Kid pozostaje obecnie bez klubu i bez kontraktu z jakimkolwiek sponsorem. Jest naprawdę smutna historia tworzenia marketingowego towaru z żywego człowieka, bo każdy ruch transferowy związany z tym czarnoskórym piłkarzem podyktowany był tylko kwestiami marketingowymi.
Nawet nieudane testy w Sandecji zostały skwitowane przez Arkadiusza Aleksandra (dyrektor sportowy Sandecji) słowami „My swój cel osiągnęliśmy już po 5 minutach jego pobytu w Polsce”…



3/ PSG i David Beckham

David Beckham to legenda.

Specjaliści wciąż się spierają, czy był bardziej piłkarzem czy celebrytą. Ja uważam, że rozwiązaniem tego sporu jest jego słynny gol przeciwko Grecji. Ostatnia minuta meczu, rzut wolny, strzał idealnie wymierzony w okienko greckiej bramki. Majstersztyk. Niemniej ruchy transferowe wykonywane przez Beckhama to już czysty marketing.

Z najbogatszego klubu świata (Manchester United) przeszedł do najbardziej medialnego klubu świata (Real Madryt), by w dość zaawansowanym dla piłkarza wieku przejść za ocean do czołowego klubu MLS (Los Angeles Galaxy), dwukrotnie wracać do imperium Berlusconiego (AC Milan) i karierę zakończyć w stolicy modowej świata, w klubie, który właśnie rozpoczynał swój arabski sen i potrzebował marketingowego szumu (PSG).
Kariera Davida to marketing w czystej postaci, ale w bardzo pozytywnym wydźwięku, gdyż za tym wszystkim nadążała głowa i umiejętności, które Anglik posiadał nieprzeciętne. A że summa summarum marketing rozgrywał się nawet w jego życiu prywatnym...cóż, to już temat na odrębny artykuł.



4/ Genoa F.C. i Kazuyoshi Miura

„Kapitan Jastrząb” czyli „Tsubasa”, myślę, że każdy fan piłki nożnej, który wychował się w latach 90tych, zna tę bajkę i czekał kilka dni aby zobaczyć czy strzał z przewrotki japońskiego bohatera znalazł swój finał w bramce Wakabayashiego.

Wiele osób uważa, że bajkowa postać miała swój pierwowzór w absolutnym fenomenie piłkarskim, czyli Kazuyoshim Miura. Jeśli prześledzić losy serialowego bohatera oraz karierę Miury to faktycznie można odnaleźć wiele wspólnych mianowników. Co jest jednak znaczące dla mojego artykułu Japończyk był pierwszy przedstawicielem Kraju Kwitnącej Wiśni w serie A do której trafił w 1996 roku zasilając Genoa F.C. Był to nieprawdopodobny transfer, marketingowy majstersztyk, który został opłacony i przeprowadzony przez...firmę Kenwood, czyli sponsora włoskiego klubu.

Dodatkowo sprzedano do japońskiej stacji TV prawa do pokazywania wszystkich spotkań Grifone, odkręcono potężny kran z gotówką, a okolice stadionu w Genui były wręcz oblegane przez japońskich turystów. Czy szła za tym jakość sportowa? Niestety nie. Miura zaledwie po sezonie zmienił barwy klubowe, a w Europie mimo prób m.in. w Dinamie Zagrzeb nigdy na stałe nie zakotwiczył. Jest jednak absolutną legendą, która do tego wszystkiego wciąż czynnie gra w piłkę mimo 50 lat na karku.
W Japonii człowiek symbol.




5/ New York Cosmos i Pele

To prawdopodobnie pierwszy przypadek transferu stricte marketingowego.
W pełni profesjonalną karierę Brazylijczyk zakończył w 1974 rok w wieku 34 lat. Przez 18 lat zawodowego grania związany był ze swoim ukochanym Santosem.
Rok po zawieszeniu butów na kołku pojawiła się jednak propozycja, z której legendarny piłkarz nie mógł nie skorzystać. W Stanach Zjednoczonych zaczęto doceniać potencjał piłki nożnej, dotychczas sportu marginalnego w Ameryce. Zwiększały się obroty NASL (wówczas najwyższa klasa rozgrywkowa) i mądre głowy postanowiły jeszcze bardziej nakręcić koniunkturę ściągając pierwszego piłkarskiego ambasadora. Nikt nie nadawał się do tej roli bardziej niż pierwszy międzynarodowy bożyszcze futbolowy – Pele.

Przez dwa lata rozegrał ponad 50 spotkań i strzelił ponad 30 bramek, pokazując Amerykanom magię piłki nożnej. Wraz ze swoją drużyną rozegrał też mnóstwo pojedynków pokazowych, a samą swoją obecnością namówił wielu piłkarzy do przyjechania do USA w celu gry w piłkę. Karierę zakończył w iście amerykańskim, filmowy stylu – meczem przeciwko ukochanem Santosowi. Ruch marketingowy level master.



Temat podobnych ruchów transferowych jest bardzo rozległy. Każdego roku przybywa transakcji, które równocześnie są sportowe i marketingowych, jak i tych nastawionych jedynie na rozgłos lub otworzenie nowego rynku zbytu dla klubowych gadżetów.
Takie sytuacje często kończą w bardzo kiepski sposób, wystarczy przypomnieć sobie choćby casus Anży Machaczkała, klubu który ogromnym nakładem finansowym skusił na grę gwiazdy wschodu takie jak Shatov, Smolov, Zhirkov i Aliev, a także gwiazdy z światowego formatu jak Spahić, Diarra, Dzsudzsak, Hugo Almeida, Diego Tardelli, Wilian i w końcu Roberto Carlos oraz Samuel Eto. Ta plejada gwiazd skończyła się bankructwem klubu, którego wyniki nie były nawet dostateczne.
Obecnie podobną drogę obrały dwa kluby z Pragi – Sparta i Slavia, pozyskując m.in. Halila Altintopa, Danny’ego, Rotana, Tomasa Rosickyego, Rio Mavube, Jonathana Biabiany czy Marca Janko. Obecnie plan pali na panewce, gdyż Slavia zajmuje 2 a Sparta 5 miejsce w lidze ustępując miejsca klub płacącym znacznie mniejsze pensje.

Do tego podstarzałe gwiazdy powoli już zawijają się z czeskich aren (Rosicky postanowił zakończyć karierę, Biabiany postanowił strzelić focha). Na wynik finansowy przyjdzie jeszcze poczekać, ale bez wyników sportowych czyli mistrzostwa i kwalifikacji do pucharów europejskich, może być on mierny / ujemny (ze wskazaniem na opcję numer 2). Przy tej sytuacji bardzo racjonalne zdają się słowa Dariusza Mioduskiego o polityce Legii „ Nie możemy sobie pozwolić na to, by mieć wystrzałowy jeden rok, a później cierpieć za to pięć lat czy wprowadzić klub w tarapaty, które spowodują, że będzie to decydowało o naszej przyszłości. Nasza polityka musi pozwolić nam na stabilny rozwój.”.

Warszawski klub jako polski hegemon finansowy to bardzo dobry przykład na to, że wydatki mogą rosnąć proporcjonalnie do dochodów. Nie oznacza to jednak, że nie ustrzegli się błędów transferowych chcąc ściągnąć piłkarzy o głośnym nazwisku (Necid), prezentujących jednak poziom nieadekwatny do zarobków (Chukwu).

W każdym szaleństwie jest metoda, każdy ruch biznesowy trzeba jednak odpowiednio balansować, a balansowanie na karuzeli nie należy do łatwych.
Przeczytaj poprzedni wpis:
F8 – Facebook najlepsze zostawił na koniec

Informacje można skutecznie sprzedawać na dwa sposoby. Pierwsza szkoła parafrazuje słowa Alfreda Hitchocka: „news powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi,...

Zamknij